ZAKĄTKI WSPOMNIEŃ

niedziela, 16 czerwca 2013

Pamięci Kurki Domowej

Wspominam ostatni rok...dopada mnie  zdziwienie i szok ,że można tak wbrew planom na życie ...odejść
I znów myśli    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
Boje się nie śmierci a cierpienia bliskich i bezradności wobec choroby.
Cierpienie jest częścią życia ale gdy trwa za długo, gdy odziera z człowieczeństwa jest gorsze od śmierci.
Najgorsze gdy przed ciałem umiera duch .
Spotkałam  w swoim życiu kilka osób na wąskiej kładce między życiem a śmiercią i nie wzmocniło mnie to . Zdarzyło mi się trzymać za rękę i opowiadać o Jezusie ,który czeka z otwartymi ramionami na drugim końcu .
Mówiłam z taką pewnością ,że otrzymałam serdeczny uśmiech i westchnienie ulgi od staruszki która kilka dni później była po tamtej stronie .Widziałam Śmierć z bliska ,dotykałam ciepłej pościeli po zmarłej ,a wcześniej mówiłam do Niej wierząc ,że jeszcze mnie słyszy ...Widziałam wypogodzoną twarz ,gdy funkcje ciała ustały ...
Wiem ,że TAM jest dobrze ,sprawiedliwie i bezpiecznie a patrząc na dzidziusie  jestem przekonana ,że istnieje wędrówka dusz i każdy z nas dostaje taką już przechodzoną duszyczkę .Jego zadaniem jest dbać o nią co najmniej tak jak o ciało by oddać ją doskonalszą ,mądrzejszą i lepszą .Taki jest w/g mnie sens naszego życia . Kureczka wzmocniła  duszyczkę ,wiarą ,miłością ,pogodą ducha i siłą .
Może już urodziło się maleństwo obdarzone taką wyjątkową duszą  ku radości rodziców...
 jeżyka nazwie Tuptakiem i będzie przygarniać i kochać wszystkie koty,a wszyscy będą się dziwili skąd w tym dziecku taka miłość do przyrody .Jestem pewna ,że na starcie dostajemy "wyprawkę" i stąd się biorą ludzkie charaktery .
Tak sobie porozmyślałam ...



poniżej skopiowany wpis z bloga Kurki przed naszym zlotem z ubiegłego roku : 

  Pojutrze… kurcze , ale ten czas pomyka.
Pojutrze spotykamy się we Wrocku,
 w ogrodzie japońskim…
Ewo… okulary, masa ciała zbliżona do słonia,
czarna torba przewieszona przez ramię- to ja…
Włosy krótkie, ciemne na etapie czy już obciąć, czy zapuścić
(straszny moment w życiu każdej kobiety)- to ja…
Zrobiłabym sobie wianek z mleczów,
ale raz, że to obciach, a dwa, że plamy z soku mleczowego
czy mleczka( jak zwał, tak zwał)
zostają na czole…
  A tymczasem, ciesząc się pogodą,
maszerujemy z kotami
dookoła domu.
Kot to taka istota,
że ciągle gdzieś łeb chowa
i lubi , gdy trawa go trąca
z niechcąca.
 

 I po zlocie Kurki wyjątkowa relacja :

wita deszczowy Wrocław

  Wrocław przywitał nas w sobotę  mżawką i chmurami.
Ale byłyśmy dzielne i nie dałyśmy się zwieść pogodzie,
dzięki czemu około drugiej godziny
najpierw pokazała się błękitna plama nieba,
a potem zajaśniało słonko…
Na spotkaniu stawił się Kraków, Opole, okolice Bełchatowa,
okolice jeleniej Góry,  Wrocławianki i ja-
dumnie reprezentująca region Sudetów Środkowych.
Plan zrealizowałyśmy w 100 %.
Czyli najpierw ,
wyglądając jak kółko fotograficzne z domu kultury,
obeszłyśmy ogród japoński…
Podziwiałyśmy fontanny pod Halą,
kibicowałyśmy Ani w niekupowaniu roślinek
na kiermaszu (i tak udało się Ani zakupić dwa śliczne okazy)
Potem starym tramwajem pojechałyśmy do Ogrodu Botanicznego,
zrobiłyśmy sobie tam piknik
i potem ja musiałam już jechać…
  Myślę, że gdybyśmy wybrały się gdzieś na tydzień
to i tak byłoby mało wspólnie spędzonego czasu…
Ewo, Wandziu, Itako, Aniu, Vi, Madziu, Agnieszko- serce
  A teraz bardzo okrojona fotorelacja.
Kiedy klikniecie na zdjęcie z Ogrodu japońskiego
- otworzy się album (też bardzo okrojony).
A to już „ślężański”  niedźwiedź w ogrodzie botanicznym.
Wrocławski Ogród botaniczny znajduje się na tyłach
Katedry Wrocławskiej- piękne sąsiedztwo.
  Wanda przywiozła przepyszny placek z rabarbarem i bezą,
mąż Magdy upiekł pyszną drożdżówę,
a córka Violi upiekła cynamonowe babeczki.
Wróblom też wszystko smakowało…
  Dziękuję kochane !!!

 [********************************************************************************]
Poczułam jakby nadal była z nami ...
Onet ma w zwyczaju likwidować nie używane blogi ...bardzo by to było smutne
dlatego pozwoliłam sobie na skopiowanie tych wpisów na pamiatkę naszego spotkania  .
 W tym roku nie byłam ani w botaniku ,ani w Ogrodzie Japońskim .
Nie potrafiłam cieszyć się kwiatami wiedząc ,że Mariola zmaga się z chorobą .
Ale może kiedyś ...za rok przyjedziecie do Wrocka i pospacerujemy po znajomych ścieżkch .
Co o tym myślicie?

4 komentarze:

  1. Piękny hołd oddałaś Kurce. Też wracam wspomnieniem do tego dnia, dobrze że skopiowałaś ten fragment, zostanie nam duch Kureczki, jej radości życia. Myślę że chciałaby żeby znów do naszego spotkania doszło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewuniu ,też tak myślę ...Trzeba trochę czasu by ochłonąć ,ale Kurka kochała nas razem i gdy się spotkamy z pewnością będzie z nami.Dziękuję .

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za ten wpis. Myślę że spotkanie to dobry pomysł. Dla Niej i dla nas. Bo dzięki Niej i Vi były te spotkania i nie powinnyśmy tego stracić. Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  4. Znalazłam dziś Twój wpis i dziwnie mnie pocieszył. Ostatnio kiedy myślę o Kurce, widzę raczej nasze ostatnie spotkania, z czasu kiedy już chorowała. Widzę Jej dom - już bez Niej. Zaglądam na Kurkowy blog, na którym już nie potrafię nic napisać. A u Ciebie zastałam Kurkę w pełni sił - dziękuję:-)

    OdpowiedzUsuń