Przerwa w blogowaniu okazała się dłuższa ,ot taki odwyk ... skuteczny 😊,
niemal zapomniałam o tym miejscu , sporadycznie zaglądąjąc do ulubionych blogów.
Przyczyn mojego milczenia jest kilka .
Problemy techniczne , nadal korzystam z tabletu i małego 10 cal netbooka , na których to jakoś słabo mi się pisze a jeszcze gorzej edytuje fotki .
Jednak co najmniej 15 cal ekran w porządnym laptopie to jest to.
Po drugie przestały mi się podobać zdjęcia , które robię .
Do tego ogólne zniechęcenie. No taki tam kryzys wieku średniego, lepsze dni przeplatane tymi fizycznie i psychicznie do kitu.
Nie mniej czasami uda się wygenerować całkiem fajne dni , godziny , myśli , wydarzenia...
Zdjęcia , które zrobiłam w tych dodatnich momentach od dawna śpią na dysku .
Po trzecie , to moja głowa która przestaje układać zgrabne zdania ,
Stalo się męczące poprawne stylistycznie pisanie.Ale trzeba ćwiczyć i pamięć gimnastykować.
Moja ostatnia wrześniowa "wyprawa" miała służyć poza osiągnięciem równowagi psychicznej, oderwaniu od codzienności także odkopaniu pasji .Uzbrojona w aparaty które stanowiły połowę mojego bagażu wyruszyłam na północ po obcować z przyrodą ,której tak mi mało w miejskiej dżungli.
I to się wydarzyło ...
wstawałam przed świtem by upolować wschodzące słońce ,
wędrowałam godzinami brzegiem morza zostawiając za sobą to co mnie przytłacza.
Czułam jak każdy kolejny dzień w objęciach przyrody przynosi wolność ,radość i zapomnienie tego co rujnuje moją tożsamość.
Odnalazłam się ,a czy na długo to się okaże .
Poniżej zdjęcia o świtaniu ,żadne tam poświęcenie i tak jakaś siła budziła mnie dużo za wcześnie więc z radością szłam na spotkanie dnia.Warto było ,oj warto .Poranki były bardziej magiczne niż wieczory .Na zachody jest dużo więcej amatorów.
To jest to co tygrysy lubią najbardziej - reanimacja Twojego bloga. Lubię Twoje zdjęcia, a te wschody są takie piękne.
OdpowiedzUsuńDziękuję ,mam nadzieję że złapie 3 oddech i bedzie mu kolorowo ,temu blogowi 😀
OdpowiedzUsuń