ZAKĄTKI WSPOMNIEŃ

piątek, 30 września 2016

Wczesna pora dnia

Jestem śpiochem  ale  na mojej wyprawie szkoda mi było każdej godziny  i tylko 2 dni na 10 pozwoliłam sobie na poranne leniuchowanie .Rano  jest tak uroczo pusto...
Nie to że ludzi nie lubię , lubię nawet bardzo :) Tylko jakiś tam procent społeczeństwa mnie wkurza
 i tych staram się omijać. Nawet byłam trochę stęskniona za towarzystwem , ale chciałam też skupienia a nade wszystko Matki Natury. Chciałam sprawdzić jak sobie radzę z samotnością z planowaniem , realizacją. Wyszło nieźle.  Po 3,4 dniach gadałam z mewami  wprawdzie i trochę ze sobą , ale ogólnie test przeszłam pozytywnie .Terapeutyczna wyprawa  pozwoliła mi uwierzyć że nie jest tak źle z moją siłą , dopieściłam dziecko co we mnie siedzi, pozachwycałam się okolicznościami  do utraty tchu.
Poniżej rezultat tych zachwytów i będzie tego jeszcze trochę .
Chciałabym odgruzować tę radość by została ze mną , by ciężkie kamory spadły z  mojego serca ...
 a z resztą sobie poradzę :)


















sobota, 24 września 2016

Kolejna jesień za progiem

Przerwa w blogowaniu okazała się dłuższa ,ot taki odwyk ... skuteczny 😊,
niemal zapomniałam o tym miejscu , sporadycznie zaglądąjąc do ulubionych blogów.
Przyczyn mojego  milczenia jest kilka .
Problemy techniczne , nadal korzystam z tabletu i małego 10 cal netbooka , na których to jakoś słabo mi się pisze a jeszcze gorzej edytuje fotki .
Jednak co najmniej 15 cal ekran  w porządnym laptopie to jest to.
Po drugie przestały mi się podobać zdjęcia , które robię .
Do tego ogólne zniechęcenie. No taki tam kryzys wieku średniego, lepsze dni przeplatane tymi fizycznie i psychicznie do kitu.
Nie mniej czasami uda się wygenerować całkiem fajne dni , godziny , myśli , wydarzenia...
Zdjęcia , które zrobiłam w tych dodatnich momentach od dawna śpią na dysku .
 Po trzecie , to moja głowa która przestaje układać zgrabne zdania ,
Stalo się męczące poprawne  stylistycznie pisanie.Ale trzeba ćwiczyć i pamięć gimnastykować.
Moja ostatnia wrześniowa "wyprawa" miała służyć poza osiągnięciem równowagi psychicznej, oderwaniu od codzienności także odkopaniu pasji .Uzbrojona w aparaty które stanowiły połowę mojego bagażu wyruszyłam na północ po obcować z przyrodą ,której tak mi mało  w miejskiej dżungli.
I to się wydarzyło ...
wstawałam przed świtem by upolować wschodzące słońce ,
wędrowałam godzinami brzegiem morza zostawiając za sobą to co mnie przytłacza.
Czułam jak każdy kolejny dzień w objęciach przyrody  przynosi wolność ,radość i zapomnienie tego co rujnuje moją tożsamość.
Odnalazłam się ,a czy na długo to się okaże .

Poniżej zdjęcia o świtaniu ,żadne tam poświęcenie i tak jakaś siła budziła mnie  dużo za wcześnie więc z radością szłam na spotkanie dnia.Warto było ,oj warto .Poranki były bardziej magiczne niż wieczory .Na zachody jest dużo więcej amatorów.










sobota, 3 października 2015

Po latach...

Bez uprzedzenia odmówił współpracy mój pięcioletni  sprzęt, padł na mnie blady strach bo na dysku 3 letni zbiór fotek, także ostatnie z fantastycznego wyjazdu  no i  pliki pracowe .Dołek 2 . Z niewidomych przyczyn  Blogger nie pokazuje "Kropelek" jedynie 3 poprzednie blogi .  Próbowałam już na rozmaite sposoby , z kompa zdobycznego ,z tabletu, z komórki i wszędzie to samo ...nie ma możliwości edytowania nowych wpisów Szkoda bo przyzwyczaiłam się do Kropelek chociaż zaniedbywałam wpisy haniebnie. Mogłabym założyć nowego ale zreanimuję starego,co przespał 2 lata ...Dam mu nowe życie a co tam ...i niech się nazywa jak ten co mi się zepsuł. Ostatnio jakaś czarna seria ,wszystko mi się psuje ,komp ,komórka ,blog.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem jak mówią ,dane udało się odzyskać, foty i pliki już na dysku przenośnym, ja przesiadłam się na mężowskiego rzęcha , mojego podobno nie opłaca się reanimować, mam jeszcze tablet do dyspozycji i trzeba  działać a nie płakać :) Na początek 3 fotki  z wycieczki do Szczawnicy. Pieniny są cudne,
Przełom Dunajca zachwycający ...
a same góry i okolica powaliły mnie na kolana -dosłownie;)











niedziela, 16 czerwca 2013

Pamięci Kurki Domowej

Wspominam ostatni rok...dopada mnie  zdziwienie i szok ,że można tak wbrew planom na życie ...odejść
I znów myśli    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
Boje się nie śmierci a cierpienia bliskich i bezradności wobec choroby.
Cierpienie jest częścią życia ale gdy trwa za długo, gdy odziera z człowieczeństwa jest gorsze od śmierci.
Najgorsze gdy przed ciałem umiera duch .
Spotkałam  w swoim życiu kilka osób na wąskiej kładce między życiem a śmiercią i nie wzmocniło mnie to . Zdarzyło mi się trzymać za rękę i opowiadać o Jezusie ,który czeka z otwartymi ramionami na drugim końcu .
Mówiłam z taką pewnością ,że otrzymałam serdeczny uśmiech i westchnienie ulgi od staruszki która kilka dni później była po tamtej stronie .Widziałam Śmierć z bliska ,dotykałam ciepłej pościeli po zmarłej ,a wcześniej mówiłam do Niej wierząc ,że jeszcze mnie słyszy ...Widziałam wypogodzoną twarz ,gdy funkcje ciała ustały ...
Wiem ,że TAM jest dobrze ,sprawiedliwie i bezpiecznie a patrząc na dzidziusie  jestem przekonana ,że istnieje wędrówka dusz i każdy z nas dostaje taką już przechodzoną duszyczkę .Jego zadaniem jest dbać o nią co najmniej tak jak o ciało by oddać ją doskonalszą ,mądrzejszą i lepszą .Taki jest w/g mnie sens naszego życia . Kureczka wzmocniła  duszyczkę ,wiarą ,miłością ,pogodą ducha i siłą .
Może już urodziło się maleństwo obdarzone taką wyjątkową duszą  ku radości rodziców...
 jeżyka nazwie Tuptakiem i będzie przygarniać i kochać wszystkie koty,a wszyscy będą się dziwili skąd w tym dziecku taka miłość do przyrody .Jestem pewna ,że na starcie dostajemy "wyprawkę" i stąd się biorą ludzkie charaktery .
Tak sobie porozmyślałam ...



poniżej skopiowany wpis z bloga Kurki przed naszym zlotem z ubiegłego roku : 

  Pojutrze… kurcze , ale ten czas pomyka.
Pojutrze spotykamy się we Wrocku,
 w ogrodzie japońskim…
Ewo… okulary, masa ciała zbliżona do słonia,
czarna torba przewieszona przez ramię- to ja…
Włosy krótkie, ciemne na etapie czy już obciąć, czy zapuścić
(straszny moment w życiu każdej kobiety)- to ja…
Zrobiłabym sobie wianek z mleczów,
ale raz, że to obciach, a dwa, że plamy z soku mleczowego
czy mleczka( jak zwał, tak zwał)
zostają na czole…
  A tymczasem, ciesząc się pogodą,
maszerujemy z kotami
dookoła domu.
Kot to taka istota,
że ciągle gdzieś łeb chowa
i lubi , gdy trawa go trąca
z niechcąca.
 

 I po zlocie Kurki wyjątkowa relacja :

wita deszczowy Wrocław

  Wrocław przywitał nas w sobotę  mżawką i chmurami.
Ale byłyśmy dzielne i nie dałyśmy się zwieść pogodzie,
dzięki czemu około drugiej godziny
najpierw pokazała się błękitna plama nieba,
a potem zajaśniało słonko…
Na spotkaniu stawił się Kraków, Opole, okolice Bełchatowa,
okolice jeleniej Góry,  Wrocławianki i ja-
dumnie reprezentująca region Sudetów Środkowych.
Plan zrealizowałyśmy w 100 %.
Czyli najpierw ,
wyglądając jak kółko fotograficzne z domu kultury,
obeszłyśmy ogród japoński…
Podziwiałyśmy fontanny pod Halą,
kibicowałyśmy Ani w niekupowaniu roślinek
na kiermaszu (i tak udało się Ani zakupić dwa śliczne okazy)
Potem starym tramwajem pojechałyśmy do Ogrodu Botanicznego,
zrobiłyśmy sobie tam piknik
i potem ja musiałam już jechać…
  Myślę, że gdybyśmy wybrały się gdzieś na tydzień
to i tak byłoby mało wspólnie spędzonego czasu…
Ewo, Wandziu, Itako, Aniu, Vi, Madziu, Agnieszko- serce
  A teraz bardzo okrojona fotorelacja.
Kiedy klikniecie na zdjęcie z Ogrodu japońskiego
- otworzy się album (też bardzo okrojony).
A to już „ślężański”  niedźwiedź w ogrodzie botanicznym.
Wrocławski Ogród botaniczny znajduje się na tyłach
Katedry Wrocławskiej- piękne sąsiedztwo.
  Wanda przywiozła przepyszny placek z rabarbarem i bezą,
mąż Magdy upiekł pyszną drożdżówę,
a córka Violi upiekła cynamonowe babeczki.
Wróblom też wszystko smakowało…
  Dziękuję kochane !!!

 [********************************************************************************]
Poczułam jakby nadal była z nami ...
Onet ma w zwyczaju likwidować nie używane blogi ...bardzo by to było smutne
dlatego pozwoliłam sobie na skopiowanie tych wpisów na pamiatkę naszego spotkania  .
 W tym roku nie byłam ani w botaniku ,ani w Ogrodzie Japońskim .
Nie potrafiłam cieszyć się kwiatami wiedząc ,że Mariola zmaga się z chorobą .
Ale może kiedyś ...za rok przyjedziecie do Wrocka i pospacerujemy po znajomych ścieżkch .
Co o tym myślicie?

piątek, 7 czerwca 2013

Sikorki , jedna z moich miłości

Bywam w parku ,który już 5 lat temu pokochałam za dzikość i obfitość ptactwa .Teraz po tych kilku latach stał się bardzo popularny jako ścieżka zdrowia .Codziennie widuję tu ludzików z zapałem biegających lub maszerujących z kijkami Nordic Walking.Ja kijki mam ...całkiem nowe ,nie śmigane -prezent na Dzień Mamy .Ale trudno pogodzić spacery z wózkiem i wyczynowy sport,choć opiekę nad 7 mies.chłopaczkiem do sportu też można chyba zaliczyć.Z aparatem się rozstaję i czasami zapominam ,że istnieje ...Ale ciii .
Od wielkiego święta go zabrałam na spacerek bo wcześniej upatrzyłam małą dziupelkę ,w której dorastają  malutkie śliczne sikoreczki .Rodzice uwijają się znosząc prosto do żółtych dziobów rozmaite robalki .










 

 


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

WIOSNA !!!!!!

Nie da się ukryć ,że w wiosence jest MOC.
Ożywia umysł i ciało ,a taka wytęskniona od wielu tygodni moc ma gigantyczną.
Szarość wszechobecna ustępuje...dając miejsce kolorom a tym samym radości .
Moja depresja była już gęsta i mroczna .
Była ....
Pomału odzyskuję nadzieję na więcej słońca oraz przypływ sił  fizycznych i duchowych .
Wczorajszy rodzinny spacer do Parku Szczytnickiego w poszukiwaniu wiosny ,mimo chłodu zewnętrznego był ciepły ...a ścieżki zdawały się prowadzić ku bardziej szczęśliwemu życiu .

Tylko w słonecznych plamach pojawia się delikatna zieleń ,w cieniu jeszcze dużo śniegu

Ale jak się dobrze przyjrzeć...

Można dostrzec złote słoneczka wśród zeszłorocznych liści

Poprzetykane intensywnym fioletem

Niektóre w rodzinnych grupkach ,wszystkie na baczność !

Niewinna biel przebiśniegów ,och jak cieszą takie widoki :)

I mały nieco zaspany rudzielec wyskoczył ,szczęśliwy ,że można ogrzać się w promieniach słońca

 Hej ludzie ! fajnie was widzieć po długiej nieobecności

czwartek, 12 lipca 2012

Po przeciwległych krańcach tej samej tęczy...

Wczoraj ,dzisiaj .codziennie burze i tęcza za oknem ...fajnie połączyła 2 światy .
Bo nasz kraj to kraj kontrastów jakby się komuś wydawało ,że to Zielona Wyspa ;)